wtorek, 23 grudnia 2014

Shíjiān

15.11.1943, Lunarna Republika, Hexie
Nazywam się Viarica Vain. Mam 16 lat, kruczoczarne włosy i ciemnozielone oczy. Jestem czystej krwi Yuèliàng, czyli córką księżyca. Należę do rodziny królewskiej Lunarnej Republiki. Nasz świat był kiedyś piękny. Razem z pozostałymi rodami: Dziećmi Nocy, Solarnym Imperium i Świetlnymi ludźmi, tworzyliśmy Harmonię. Nikt nie wie kiedy doprowadzono nas do takiego podziału, nikt nie wie też co znajduje się poza granicami Hexie. Kiedy byłam mała mogłam cieszyć się beztroskimi dniami na Łąkach, oraz kąpielami w Księżycowej Zatoce. Teraz to wszystko się skończyło. Czasami mówi się, że żadna ze stron nie ponosi winy w sporze, bo im dalej sięga się pamięcią, tym więcej win się znajduje. W tym przypadku jednak wina jest wyraźnie po stronie Dzieci Nocy. Zawsze ciągnęło ich do władzy. Spory zaczęły się podczas tegorocznej ceremonii światła. Każdy ma swoje przeznaczenie. Los Każdego człowieka jest z góry przewidziany. I właśnie to decyduje o tym, gdzie zostaniesz przydzielony. Większość dzieci zostaje z swoimi rodzinami, ale czasami zdarza się, że dziecko zostaje przydzielone do innego rodu niż rodzice. Wtedy trafia do rodziny która nie posiada jeszcze dzieci. O losie owego noworodka decydują Shíjiān. Tak zwani Strażnicy Czasu. Nie wiadomo skąd wzięła się taka nazwa, ale została przyjęta. Co jakiś czas, gdy jeden z czterech Shíjiān umiera, należy wybrać nowego Strażnika. Istnieje nie pisana zasada, która mów że zawsze musi by po jednym na każdy ród. I własnie to spowodowało zamieszki.
Molly Zane, Solarne Imperium! - Strażniczka Zin wywołała pierwszą dziewczynkę do przydziału. Jej matka trzęsącymi się rękami położyła ją na Magicznym Kręgu. Starszy Strażnik nachylił się nad nią nie przekraczając linii kręgu i wyciągnął nad nią ręce. Chwile stał tak, po czym wziął ją na ręce, podniósł nad głowę i wykrzyknął:
-Lunarna Republika! -Zrobiło mi się jej żal. Po małą podeszła bezdzietna rodzina, wzięli ją i z uśmiechem wmieszali się w tłum rodzin. Przez chwilę jeszcze widziałam zdziwione spojrzenie dziewczynki, którą zabierali obcy jej ludzie. Odszukałam wzrokiem jej byłą matkę. Płakała. Łzy lały się po jej policzkach kaskadami, a obok niej stał jej mąż i pocieszał ją, że teraz ich córeczka jest tam, gdzie być powinna. "Tradycja przydziału to okrutny zwyczaj" przeszło mi przez myśl.
-Zoe Milien, Dzieci Nocy!- kolejne dziecko. Jej jednak się poszczęściło.
-Cormac Darney, Solarne Imperium! - Denerwował mnie głos tej kobiety.
-Mike Josh, Lunarna Republika! - Czemu to musi się tak odbywać? Czemu dzieci nie mogą zostać ze swoimi rodzinami?
-Marcus Liam, Świetlni Ludzie! - Ze zdziwieniem spojrzałam na podium. Znałam Marcusa. Był z mojego rocznika. Co on robił na Ceremonii światła? -Marcus stracił wszystkich bliskich w wypadku- Powiedziała beznamiętnym głosem Zin- Dlatego zostanie przydzielony do nowego rodu, aby zapomnieć o stracie.- Marcus był jednym z niewielu którym udało się zostać w prawdziwych rodzinach. Spojrzałam na niego ze współczuciem, ale on patrzył przed siebie w pełnym skupieniu, i nie zwracał na nic uwagi. Stanął w kręgu. Z każdego kąta placu było słychać szepty. Starszy Strażnik uniósł ręce nad jego głowę. Zagryzłam wargi.
-Lunarna Republika! - Krzyknął tak nagle, że aż się wzdrygnęłam. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jego słów. Kiedy chłopak w końcu zszedł z podestu, mogłam mu się przyjrzeć. Był naprawdę przystojny. Miał czarne włosy i szare, hipnotyzujące oczy. Poczułam mrowienie w brzuchu.
-Viarica Vain, Lunarna Republika! - Kolejne biedne...chwila...
-Czy jest Viarica Vain? - drżącym krokiem podeszłam do Zin
-To ja.- przyjżała mi się uważnie po czym odezwała się
-Drodzy mieszkańcy Hexie! Jak wiecie niedawno odszedł od nas Nolarian - Jeden z Shíjiān. - Powoli zaczęło do mnie docierać co zaraz się stanie - Tak więc mianuję Viaricę Vain z Lunarlej Republiki nową Strażniczką czasu! - Na chwilę wszystko zamarło. Każdy bał się chociażby pisnąć. Wiedziałam co się stało. Jestem drugą strażniczką od Lunarnej Republiki. I wtedy ktoś z Dzieci Nocy krzyknął
-Precz z Lunarną Republiką!

I tak rozpętała się wojna.
bardzo proszę o komentowanie :)
~Moone

Prolog

14.11.1934 Lunarna Republika, Hexie
Jesteśmy szczęśliwi.
Wmawiają nam to każdego dnia.
Nie tolerują innych możliwości.
Słyszę huk.
Ktoś krzyczy.
Jesteśmy szczęśliwi.
Trwa zimna wojna.
Każdy ucieka od prawdy.
Od prawdy, która wróży koniec.
Koniec całego Hexie.
Koniec Lunarnej Republiki.
Nasz koniec.
Dlaczego nie możemy żyć w pokoju?
Mówią mi że jestem za mała, żeby zrozumieć.
Ale ja rozumiem więcej niż im się wydaje.